W dzisiejszych czasach, gdy w wielu domach i mieszkaniach królują nowoczesne, minimalistyczne formy, chłodne materiały i produkowane masowo meble z płyt wiórowych, styl retro przeżywa swój prawdziwy, niezwykle dynamiczny renesans. Meble inspirowane minionymi dekadami – zaczynając od niesamowicie eleganckich, zgeometryzowanych lat 20. i 30., przez funkcjonalny i niezwykle popularny obecnie nurt mid-century modern lat 50. i 60., aż po barwne, odważne i pełne kontrastów lata 70. – wnoszą do naszych współczesnych wnętrz niepowtarzalny charakter, duszę oraz przyjemną nutę nostalgii. Poszukujemy przedmiotów z „przeszłością”, które potrafią opowiedzieć pewną historię, przełamując tym samym sztampowy wygląd katalogowych aranżacji.
Jednak to, co tak naprawdę decyduje o ich wyjątkowości, autentycznym wyglądzie i niepodrabialnym klimacie, to nie tylko specyficzna linia projektowa, charakterystyczne, smukłe profilowane nóżki, obłe kształty czy innowacyjne jak na tamte czasy rozwiązania konstrukcyjne. Prawdziwy, ukryty sekret tkwi w najmniejszych detalach, a mówiąc dokładniej – w zastosowanych, pieczołowitych technikach wykończeniowych. To właśnie odpowiedni dobór materiałów powierzchniowych i sposobów ich aplikacji wydobywa ukrytą głębię z naturalnego drewna, nadaje mu odpowiedni połysk, fakturę, strukturę i pożądany kolor, tworząc w rezultacie meble, które nie tylko cieszą oko, ale potrafią z dumą przetrwać całe pokolenia w niemal nienaruszonym stanie. W tym obszernym artykule przyjrzymy się znacznie bliżej najbardziej charakterystycznym, rzemieślniczym i przemysłowym metodom wykończeniowym, które od wielu dekad definiują szeroko pojęty styl retro i sprawiają, że tak chętnie, z ogromnym sentymentem, do niego wracamy w naszych domowych aranżacjach.
Znaczenie wykończenia a okres historyczny – krótka podróż w czasie
Aby w pełni zrozumieć różnorodność technik wykończeniowych stosowanych w meblach retro, warto uświadomić sobie, że styl ten nie jest monolitem. To zbiór różnorodnych trendów, które płynnie ewoluowały na przestrzeni dekad, a każda z nich niosła ze sobą zupełnie inne podejście do materiału i ostatecznego wyglądu mebla. To, co było wyznacznikiem luksusu w okresie międzywojennym, mogło być uznawane za przestarzałe w epoce fascynacji kosmosem i nowymi tworzywami sztucznymi.
Lata 20. i 30., zdominowane przez styl Art Deco, stawiały na niesamowity blichtr, luksus i elegancję. Meble z tego okresu charakteryzują się geometrycznymi formami i drogimi, egzotycznymi materiałami. Wykończenie musiało podkreślać ten status, dlatego królowały tu lustrzane połyski politury oraz misterne kompozycje z najdroższych fornirów, nierzadko łączone ze szkłem i chromem. Z kolei lata 50. i 60., czyli złota era duńskiego i szerzej – skandynawskiego designu (mid-century modern), to zwrot ku naturze, ergonomii i demokratyzacji designu. Meble miały być funkcjonalne, dostępne dla szerszego grona odbiorców, a ich wykończenie musiało eksponować naturalne piękno rodzimego drewna. Stąd ogromna popularność technik bardziej matowych, pozwalających drewnu „oddychać”, takich jak olejowanie czy woskowanie.
Lata 70. przyniosły kolejną diametralną zmianę. To czas eksperymentów z nowymi technologiami w meblarstwie, masowej produkcji na niespotykaną dotąd skalę i fascynacji kulturą pop. Drewno ustępowało miejsca tworzywom sztucznym, a tam, gdzie nadal było stosowane, często pokrywano je grubymi, ekstremalnie błyszczącymi i odpornymi na zniszczenia lakierami syntetycznymi. Zrozumienie tej historycznej ewolucji pozwala łatwiej identyfikować oryginalne meble vintage i świadomie dobierać techniki podczas ich ewentualnej renowacji.
Politura szelakowa – arystokratyczny połysk, klasa i niepowtarzalna głębia
Kiedy zamykamy oczy i myślimy o starych, niesamowicie szlachetnych meblach – takich jak przedwojenne kredensy o obłych kształtach, eleganckie gabinetowe biurka, za którymi zasiadali dyrektorzy, czy zgrabne stoliki kawowe w kultowym stylu art deco – bardzo często staje nam przed oczami ich niesamowity, wręcz lustrzany połysk. Za ten luksusowy i niezwykle pożądany efekt w głównej mierze odpowiada klasyczna politura szelakowa. Jest to jedna z najstarszych, najbardziej cenionych, ale jednocześnie najbardziej pracochłonnych technik wykończeniowych w tradycyjnym stolarstwie, która dziś kojarzy się przede wszystkim z meblami klasy premium oraz pieczołowitą, niemal konserwatorską renowacją cennych antyków.
Sam proces politurowania przypomina bardziej sztukę niż zwykłe rzemiosło. Polega on na wielokrotnym nakładaniu na idealnie gładką powierzchnię drewna niezwykle cienkich warstw roztworu szelaku (czyli naturalnej żywicy pozyskiwanej ze specyficznej wydzieliny azjatyckich owadów, tzw. czerwców) rozpuszczonego w wysokoprocentowym alkoholu. Proces ten wymaga nie tylko ogromnej, popartej latami praktyki wprawy, ale przede wszystkim anielskiej cierpliwości. Warstwy nakłada się ręcznie, używając specjalnie przygotowanego tamponu ze sprasowanej wełny lub waty owiniętej w gładki, bawełniany bądź lniany materiał. Stolarz wykonuje płynne, bardzo precyzyjne, koliste i ósemkowe ruchy, uważając, aby nie zatrzymać tamponu na powierzchni nawet na ułamek sekundy (co groziłoby „przypaleniem” poprzedniej warstwy). Bywa, że nałożenie odpowiedniej ilości warstw, z przerwami na wysychanie i delikatne matowienie, zajmuje całe tygodnie.
Dzięki tak skrupulatnej aplikacji, politura szelakowa nie tylko na zewnątrz zabezpiecza mebel cienką, lśniącą błoną, ale przede wszystkim wnika głęboko w pory naturalnego drewna. Efekt jest wręcz spektakularny: usłojenie (tzw. rysunek drewna) zostaje niesamowicie wyeksponowane, a drewno zyskuje niezwykłą, trójwymiarową głębię, której w żaden sposób nie da się osiągnąć za pomocą najnowocześniejszych współczesnych lakierów syntetycznych czy poliuretanowych.
Charakterystyczną cechą mebli retro wykończonych tradycyjną politurą jest również ich piękny, ciepły, miodowy, a czasem lekko bursztynowy lub koniakowy odcień, który z biegiem lat bardzo szlachetnie ciemnieje i nabiera charakteru. Warto jednak zawsze pamiętać o jednym: choć politura jest niezwykle piękna i luksusowa, bywa też bardzo delikatna w codziennym użytkowaniu. Jest wrażliwa na jakikolwiek kontakt z alkoholem, wysoką temperaturę (np. postawienie gorącego kubka z herbatą zostawi na niej białe, trudne do usunięcia kółko) oraz długotrwałe działanie wilgoci. Dlatego meble z takim wykończeniem wymagają ogromnej troski, regularnej pielęgnacji i bezwzględnego używania ochronnych podkładek.
Fornirowanie (okleinowanie) – rzemieślnicza mistrzowska gra wzorem i gatunkiem drewna
Większość osób, które na co dzień nie zajmują się stolarstwem, kojarzy styl retro, a w szczególności niezwykle popularne dziś meble z okresu polskiego PRL-u (takie jak słynne komody jamniki, przeszklone witryny, szafki pod radio czy telewizor), z pięknym, wzorzystym, litym drewnem. Prawda jest jednak zupełnie inna i często stanowi spore zaskoczenie. W rzeczywistości rzadko kiedy tego typu meble, produkowane na masową skalę, były wykonane w całości z litego, bardzo drogiego i ciężkiego drewna na wskroś. Ich wewnętrzna konstrukcja (tzw. „ślepe drewno”) opierała się najczęściej na znacznie tańszym i łatwiej dostępnym materiale, takim jak płyta stolarska, płyta wiórowa czy gruba sklejka. Dopiero te elementy konstrukcyjne starannie pokrywano fornirem. I to właśnie fornirowanie (czyli profesjonalne okleinowanie naturalnym drewnem) jest jedną z najważniejszych i najbardziej charakterystycznych technik całkowicie definiujących estetykę stylu retro.
Czym w ogóle jest fornir? To nic innego jak bardzo cienkie, zachowujące pełną strukturę drewna płaty (o grubości zazwyczaj od zaledwie 0,5 mm do maksymalnie 3 mm), skrawane z pni starannie wyselekcjonowanych drzew przy użyciu specjalistycznych maszyn. Zastosowanie forniru było prawdziwą rewolucją. Pozwalało projektantom i zakładom rzemieślniczym na uzyskanie absolutnie spektakularnych efektów wizualnych i luksusowego wyglądu bez konieczności nieekonomicznego zużywania ogromnych ilości rzadkiego, często egzotycznego drewna. W meblach retro z różnych dekad najczęściej możemy spotkać forniry z drewna orzechowego (wyróżniającego się bogatym, ciemnym, burzliwym usłojeniem), dębowego, szlachetnego mahoniowego, a także niesamowicie modnego w tamtym czasie egzotycznego palisandru, drewna różanego czy teku. Ten ostatni gatunek stał się absolutnym, niekwestionowanym symbolem wspomnianego wcześniej duńskiego designu z połowy XX wieku, uwielbianym za swój ciepły odcień i niezwykłą odporność.
- Kluczowe zalety fornirowania w projektowaniu mebli retro:
- Unikalny, niepowtarzalny rysunek: Ponieważ każdy płat forniru pochodzi z innego pnia i z innego fragmentu drzewa, jest on absolutnie unikalny. To sprawia, że oklejony nim, nawet produkowany seryjnie mebel, ma całkowicie niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju wzór usłojenia. Nie ma dwóch takich samych komód!
- Tworzenie niesamowitych kompozycji: Dzięki precyzyjnemu docinaniu i łączeniu (spajaniu) płatów forniru, zdolni stolarze potrafili tworzyć na frontach czy blatach niesamowite, bardzo symetryczne wzory geometryczne. Techniki takie jak intarsja (wklejanie różnych gatunków drewna), układanie w jodełkę, w karo lub tzw. lustrzane odbicie („bookmatching”), były niezaprzeczalnym znakiem rozpoznawczym najbardziej eleganckich mebli z okresu art deco i późniejszego modernizmu.
- Wysoka stabilność formy mebla: Meble fornirowane, w których rdzeń stanowiła wysokiej jakości płyta stolarska, są znacznie mniej podatne na odkształcanie się (wypaczanie), pękanie czy pracę pod wpływem zmian wilgotności powietrza niż masywne meble z litego drewna. W epoce, w której upowszechniało się centralne ogrzewanie w mieszkaniach (często mocno wysuszające powietrze), miało to absolutnie kluczowe znaczenie dla trwałości mebli.
Olejowanie i woskowanie – życie w pełnej harmonii z naturą i minimalizmem
Choć wysoki, lustrzany połysk był niezwykle pożądany i modny (zwłaszcza w latach 20. i 30., a potem w innej formie w latach 70.), to nie wszystkie meble w stylu retro błyszczały jak nowa tafla lustra. Wraz z nadejściem i ogromną ekspansją stylu skandynawskiego, a także rosnącą globalnie popularnością form miękkich, organicznych i wyraźnym powrotem projektantów do szeroko pojętej natury, niezwykle poszukiwane stały się alternatywne techniki wykończeniowe. Projektanci mid-century modern szukali rozwiązań, które pozwalałyby naturalnemu drewnu w pełni „oddychać”, starzeć się z godnością i zachować jego naturalną, szlachetną, lekko surową i niezwykle przyjemną w bezpośrednim dotyku fakturę. Mowa tu oczywiście o technikach olejowania i woskowania powierzchni drewnianych.
Klasyczne wykończenie olejem (do którego najczęściej wykorzystywano naturalny olej lniany, olej tungowy lub specjalnie opracowane przez stolarzy mieszanki olejów naturalnych z dodatkami żywic) w żadnym wypadku nie polega na tworzeniu na powierzchni drewna zewnętrznej, twardej powłoki czy filmu. Proces ten polega na bardzo intensywnym, często wielokrotnym wcieraniu preparatu głęboko w strukturę i otwarte pory drewna. Olej penetruje włókna, niesamowicie je odżywia, zapobiega rozsychaniu się drewna i zabezpiecza mebel przed negatywnym wpływem wilgoci, a także ułatwia usuwanie codziennych zabrudzeń, chroniąc go od wewnątrz.
W meblach retro wykończenie olejowe stosowano niezwykle chętnie w przypadku twardych, posiadających wyrazistą strukturę gatunków, takich jak rodzimy dąb, jesion czy egzotyczny tek. Ogromną zaletą takiego ekologicznego rozwiązania jest nie tylko piękny, w pełni matowy lub co najwyżej delikatnie satynowy wygląd, który idealnie podkreśla usłojenie, ale również niezwykła łatwość naprawy. W przypadku przypadkowego zarysowania, odbarwienia czy zaplamienia powierzchni blat, nie musimy – tak jak w przypadku lakieru czy politury – szlifować i odnawiać całego mebla. Wystarczy jedynie delikatnie zeszlifować drobnym papierem ściernym punktowo uszkodzone miejsce, dokładnie odpylić i nałożyć za pomocą bawełnianej szmatki nową warstwę oleju. Po kilku dniach po uszkodzeniu nie będzie nawet śladu.
Z kolei woskowanie, które było bardzo często łączone z uprzednim olejowaniem jako dodatkowa warstwa ochronna, lub też stosowane całkowicie samodzielnie na surowe drewno, nadaje odrestaurowanym meblom retro niesamowitą wręcz aksamitność i bardzo subtelny, głęboki, szlachetny połysk. Naturalny wosk pszczeli (do którego nierzadko dodaje się twardy wosk Carnauba pochodzenia roślinnego dla wzmocnienia i utwardzenia powłoki) dokładnie wypełnia najmniejsze pory drewna i tworzy na jego powierzchni cienką barierę antystatyczną, która chroni je przed kurzem i drobnymi czynnikami zewnętrznymi. Meble woskowane w stylu retro emanują niezwykłym ciepłem i przytulnością, a ich specyficzny, słodkawy zapach (szczególnie w cieplejsze dni) od razu kojarzy się z prawdziwą naturą i dawnymi, tradycyjnymi warsztatami rzemieślniczymi, gdzie liczyła się praca ludzkich rąk.
Lakierowanie chemoutwardzalne na wysoki połysk – krzycząca nowoczesność minionych dekad
Jeśli w naszej mentalnej podróży po historii designu przeniesiemy się bezpośrednio do lat 60. i 70. XX wieku, zwłaszcza koncentrując się na gruncie polskiego, czechosłowackiego czy ogólnie wschodnioeuropejskiego wzornictwa meblowego, natychmiast zauważymy, że dominowała tam zupełnie inna, bardzo specyficzna estetyka. Obok cenionego drewna naturalnego z satynowym wykończeniem, ogromną, masową popularność zyskały meble, które z zewnątrz całkowicie pokryte były bardzo grubą, niezwykle twardą i niesamowicie błyszczącą warstwą specjalistycznego lakieru chemoutwardzalnego (najczęściej w przemyśle meblarskim z tamtych lat był to niezwykle odporny lakier poliestrowy). To właśnie z tego typu, mocno odbijającym światło wykończeniem bezbłędnie kojarzą się słynne, modułowe meblościanki, zajmujące całą ścianę w bloku z wielkiej płyty, wspomniane już stoliki pod telewizor typu „jamnik” czy proste, fornirowane komody z przesuwnymi drzwiczkami.
Ta specyficzna technika lakierowania, choć bywa współcześnie bardzo różnie oceniana przez ekspertów od renowacji i historyków sztuki użytkowej (niektórzy krytycy uważają ją za zbyt plastikową, sztuczną, pozbawiającą drewno duszy i zaburzającą jego naturalny charakter), to należy pamiętać, że w tamtym czasie była ona absolutnym „krzykiem nowoczesności” i innowacją na miarę zdobywania kosmosu. Twardy lakier poliestrowy na wysoki połysk, nakładany zazwyczaj natryskowo w fabrykach, był niezwykle wręcz trwały. Cechował się ponadprzeciętną odpornością na wszelkie zarysowania mechaniczne, rozlaną wodę, plamiącą kawę czy mocny alkohol (co było zmorą politury szelakowej), co z punktu widzenia zwykłego użytkownika czyniło go absolutnie idealnym wyborem do intensywnie eksploatowanych mebli codziennego użytku w niewielkich mieszkaniach.
Oprócz często stosowanych grubych lakierów bezbarwnych (które jak za pancerną szybą zabezpieczały i mocno podkreślały ukryty pod spodem naturalny fornir orzechowy czy dębowy), bardzo często i odważnie stosowano w tamtej epoce również specjalne lakiery w pełni kryjące. Występowały one w niezwykle mocnych, nasyconych, bardzo charakterystycznych dla psychodelicznych lat 70. kolorach – takich jak intensywnie musztardowy żółty, soczysty pomarańczowy, głęboka butelkowa zieleń, czerwień Ferrari czy ciemny, mocno nasycony czekoladowy brąz. Meble w takich kolorach stawały się centralnym, krzykliwym wręcz punktem każdego, nawet najnudniejszego salonu.
Obecnie, w dobie ogromnej popularności vintage, podczas podejmowania się trudnej renowacji oryginalnych mebli z tamtego konkretnego okresu, współcześni miłośnicy retro stają bardzo często przed niezwykle trudnym, wręcz filozoficznym dylematem konserwatorskim. Czy za wszelką cenę starać się zachować oryginalny, lśniący, kultowy, ale też nierzadko mocno spękany (tzw. efekt krakelury od zmian temperatury), pożółkły lakier poliestrowy i jedynie go polerować? Czy raczej zdecydować się na jego całkowite usunięcie (co jest procesem niesamowicie trudnym technologicznie, brudnym i bardzo pracochłonnym, wymagającym użycia mocnej chemii i opalarek), by ostatecznie odsłonić piękny fornir i zastąpić gruby lakier znacznie szlachetniejszym olejem woskowym lub lekkim, półmatowym, ekologicznym lakierem akrylowym? Ostateczny wybór podejścia zawsze zależy od tego, czy zależy nam na zachowaniu historycznej, 100-procentowej autentyczności fabrycznej mebla jako zabytku designu, czy też wolelibyśmy estetycznie dostosować go do naszych współczesnych, dużo bardziej naturalnych i ekologicznych trendów w urządzaniu wnętrz.
Bejcowanie – rzemieślnicza gra kolorem z pełnym poszanowaniem struktury
Bejcowanie to niezwykle ważna i popularna technika głębokiego barwienia drewna, która w masowej produkcji mebli w stylu retro odgrywała absolutnie kluczową rolę, często pozostając niezauważalną dla oka laika. Zasadniczo różni się ona od tradycyjnego malowania drewna farbami olejnymi, akrylowymi czy kredowymi. Farba całkowicie kryje powierzchnię, tworząc nieprzezroczystą warstwę. Bejca natomiast (będąca najczęściej roztworem barwnika w wodzie, spirytusie lub rozpuszczalnikach organicznych) z łatwością wnika głęboko w naturalną strukturę drewna, trwale zmieniając jego pierwotny kolor i odcień, ale całkowicie i z premedytacją nie zakrywa widocznego usłojenia. Wręcz przeciwnie – bardzo często nałożenie bejcy jeszcze bardziej podkreśla i wyciąga rysunek włókien na pierwszy plan. W meblarstwie ubiegłego wieku proces bejcowania stosowano powszechnie z dwóch głównych, bardzo praktycznych powodów.
Po pierwsze i najważniejsze, robiono to, aby w sprytny sposób nadać powszechnie dostępnym i znacznie tańszym gatunkom drewna (takim jak popularna sosna, miękki świerk, brzoza czy olcha) pożądany wygląd gatunków o wiele szlachetniejszych, rzadszych i nieporównywalnie droższych (jak luksusowy orzech, egzotyczny mahoń, prestiżowy palisander, heban czy twardy dąb). Dzięki odpowiednio i z wyczuciem dobranej pod kątem odcienia bejcy, prosta, zwyczajna sosnowa szafka mogła z powodzeniem „udawać” ekskluzywny, ciężki mebel wykonany z ciemnego, egzotycznego drewna prosto z kolonii. Była to niezwykle powszechna, stosowana na szeroką skalę praktyka w czasach po obu wojnach światowych, gdy dostęp do materiałów luksusowych i importowanych był dla przeciętnego obywatela mocno ograniczony ze względów finansowych i logistycznych.
Po drugie, bejcowanie pozwalało wprawnym stolarzom na sprytne ujednolicenie i wyrównanie naturalnego koloru różniących się od siebie elementów konstrukcyjnych tego samego mebla (np. nóżek wykonanych z jasnego buku i frontów z forniru orzechowego) przed nałożeniem w kolejnym kroku ostatecznego wykończenia bezbarwnego (takiego jak politura, lakier lub twardy wosk). W eleganckich meblach w stylu retro bardzo często spotykamy głębokie, bardzo ciemnobrązowe (prawie gorzkiej czekolady) lub wręcz kruczoczarne bejce, które nadawały masywnym bryłom niebywałej powagi, dostojności i ponadczasowej elegancji. Co niezwykle istotne z punktu widzenia rzemiosła – samo zastosowanie płynnej bejcy absolutnie nie zabezpiecza fizycznie drewna przed zniszczeniem czy brudem. Bejcowanie jest jedynie etapem kolorystycznym i proces ten zawsze, bez wyjątków, musi być trwale zwieńczony odpowiednią warstwą ochronną, czyli zabezpieczającym woskiem, twardym olejem, wysoce odpornym lakierem lub klasyczną politurą.
Patynowanie i przecieranie – zamierzony, artystyczny i kontrolowany upływ czasu
Warto pamiętać, że tak uwielbiany przez nas współcześnie styl retro to nie tylko pieczołowite tworzenie od zera idealnych, wiernych kopii ikonicznych mebli z minionych dekad czy też perfekcyjnie, bez skazy odrestaurowane, muzealne antyki wyciągnięte od konserwatora. W szerokim pojęciu tego trendu mieszczą się również bardzo popularne, nowo produkowane meble celowo stylizowane na stare. To przedmioty, które od momentu opuszczenia pracowni stolarskiej mają wyglądać dokładnie tak, jakby miały już za sobą niezwykle bogatą, wieloletnią i pełną przygód historię. To właśnie w tym obszarze z pomocą rzemieślnikom przychodzą wyrafinowane techniki celowego postarzania, takie jak patynowanie powierzchni i artystyczne przecieranie powłok malarskich (techniki te są notabene niezwykle często kojarzone również z bardzo romantycznym stylem shabby chic oraz estetyką prowansalską, które bardzo mocno i wyraźnie czerpią z ogólnej estetyki retro i vintage).
Profesjonalne patynowanie polega na sztucznym, lecz wyglądającym bardzo naturalnie postarzaniu gotowego mebla. Odbywa się to najczęściej poprzez umiejętne, punktowe wcieranie pędzlem lub szmatką w jego naturalne zagłębienia, rzeźbienia, ozdobne frezy, narożniki czy szczeliny specjalnej, znacznie ciemniejszej niż tło substancji (tzw. patyny – może to być specjalny ciemny wosk, rzadsza bejca, bitum lub tzw. medium postarzające). Zabieg ten genialnie imituje zbierające się przez lata w zakamarkach naturalne zabrudzenia, kurz oraz naturalny proces utleniania i ciemnienia powierzchni, jaki z fizycznego punktu widzenia zachodzi w meblu bezpowrotnie przez całe dziesięciolecia. Mebel zyskuje niesamowitą, optyczną trójwymiarowość i rzeźbiarską głębię.
Z kolei technika przecierania (znana w krajach anglosaskich jako „distressing”) jest procesem nieco bardziej inwazyjnym. Polega ona najczęściej na naprzemiennym nałożeniu na surowe drewno dwóch odrębnych warstw twardej farby w zupełnie różnych, często mocno kontrastowych kolorach (np. bardzo ciemny brąz jako pierwsza warstwa bazowa, a na to zgaszona, brudna biel lub pastelowa mięta jako wierzchnia warstwa). Następnie, gdy farby całkowicie wyschną, artysta przystępuje do bardzo starannego, celowego, ale wyglądającego na przypadkowe, delikatnego zeszlifowania (przy użyciu papieru ściernego lub wełny stalowej) górnej warstwy jasnej farby. Skupia się przy tym głownie na krawędziach bocznych, frezach, wystających uchwytach, narożnikach i ogólnie we wszystkich tych miejscach dłoni, które w normalnym, codziennym użytkowaniu mebla byłyby najbardziej narażone na fizyczny dotyk, otarcia i naturalne wycieranie się powłoki malarskiej przez lata. Cel to uwidocznienie kontrastowej warstwy spodniej lub wręcz „dobranie się” do surowego włókna drewna.
Dzięki mistrzowskiemu zastosowaniu tych artystycznych technik, zupełnie nowe, bezduszne, fabryczne meble (lub te tańsze z sieciówek poddane takiemu upcyklingowi) nabierają niezwykle unikalnego, bardzo osobistego i modnego, „vintage’owego” sznytu. Wyglądają niemal jak bezcenne skarby znalezione przypadkiem na zapomnianym strychu u ukochanej babci, wprowadzając od razu do nowocześnie i surowo urządzonego wnętrza bardzo luźną, swobodną, nieco artystyczną bohemę i niesamowicie przytulną, domową atmosferę, w której każdy domownik od razu poczuje się dobrze.
Drobne, metalowe detale, które idealnie dopełniają i spinają całość
Omawiając szeroki wachlarz technik wykończenia głównych, drewnianych lub fornirowanych powierzchni mebli w stylu retro, nie można absolutnie zapomnieć o tak zwanej biżuterii dla mebla. Chodzi tu oczywiście o te najdrobniejsze, ale jakże istotne, punktowe elementy konstrukcyjne i ozdobne, które zawsze stanowią swoistą, estetyczną kropkę nad literą „i”. Prawda jest taka, że nawet najpiękniej, najstaranniej wykończone na wysoki połysk, luksusowe egzotyczne drewno bezwzględnie potrzebuje odpowiedniej oprawy, która uwydatni jego atuty i osadzi bryłę w konkretnej epoce stylistycznej. Niezwykle charakterystyczne i kluczowe dla szeroko pojętego stylu retro są wykończenia drobnych, metalowych elementów, które stanowią o ostatecznym charakterze projektu:
- Szlachetny mosiądz i ciepła miedź: Piękne, bardzo często złote, ale z widoczną patyną, lekko zaśniedziałe lub nowocześniej szczotkowane, geometryczne mosiężne uchwyty (często w formie eleganckich, poziomych relingów lub małych, zgrabnych gałek), mosiężne, stożkowe „stopki” na smukłych drewnianych nóżkach czy solidne, widoczne okucia drzwiczek to absolutny, niepodważalny klasyk. Ten typ detali króluje zwłaszcza w najbardziej pożądanych meblach inspirowanych złotą erą estetyki mid-century modern i duńskim minimalizmem.
- Surowy, czarny, mocno matowy metal: Ten rodzaj minimalistycznego wykończenia to element niezwykle typowy, wręcz ikoniczny dla bardzo prostych, funkcjonalnych mebli o bardziej ascetycznym, surowym, industrialnym lub wczesnym loftowym zacięciu. Czarne, smukłe nogi z rurek, proste uchwyty – to styl mocno inspirowany meblarstwem socjalnym i masowym lat 50. i wczesnymi latami 60., stawiający na wyrazisty, graficzny kontrast z naturalnym, ciepłym odcieniem drewna fornirowanego blatów.
- Intarsjowane, ozdobne tasiemki, żyłki i wstawki: Bardzo delikatne, cienkie, precyzyjnie wklejane ręcznie w idealnie przygotowaną powierzchnię płaską forniru wąskie paski kontrastującego z tłem innego gatunku drewna (intarsja), prawdziwej kości słoniowej, masy perłowej lub nawet błyszczącego metalu (np. mosiądzu). Te niezwykle luksusowe i trudne w wykonaniu detale miały za zadanie podkreślać wyrafinowaną geometrię bryły i jej status. To cecha spotykana głównie w najwyższej klasy, kolekcjonerskich meblach z zachwycającej epoki art deco.
Podsumowanie całej rzemieślniczej wiedzy w pigułce
Oryginalne meble w stylu retro oraz te współczesne, starannie na nie stylizowane, to bardzo często prawdziwe, rzemieślnicze arcydzieła, będące pomostem pomiędzy dawnym, powolnym rzemiosłem a nowoczesnym wzornictwem przemysłowym. W tym fascynującym świecie historycznego meblarstwa opisane wyżej, różnorodne techniki wykończeniowe odgrywają rolę absolutnie pierwszoplanową i często kluczową dla wartości rynkowej obiektu. To wyłącznie dzięki odpowiedniej wiedzy z zakresu stolarstwa i chemii, niezwykłemu zaangażowaniu twórców oraz mrówczej pracy, zwykły, surowy i nijaki kawałek deski staje się wspaniałym meblem, zyskuje drugą duszę i niepowtarzalny, bardzo indywidualny charakter. Niezależnie od tego, czy w naszych osobistych wnętrzach najbardziej zachwyca nas elitarny, chłodny, lustrzany i głęboki wręcz arystokratyczny połysk tradycyjnie kładzionej politury szelakowej rodem z przedwojennych willi; czy wolimy szalone, wręcz hipnotyzujące geometryczne wzory luksusowego, naturalnego forniru orzechowego; czy bliżej nam do naturalnego, bezpiecznego ciepła, ekologicznego podejścia i organicznej surowości aksamitnego, olejowanego czy woskowanego dębu rodem ze Skandynawii; czy wreszcie mamy ochotę zaszaleć i postawić w centrum salonu na wskroś nowoczesny, krzykliwy blask grubego lakieru we wściekłym pomarańczu rodem z szalonych lat 70. – każda z wyżej wymienionych technik niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny i namacalny wręcz kawałek naszej historii wzornictwa.
Dlatego też, wybierając podczas zakupów wymarzone meble retro (zarówno na targach staroci, licytacjach, jak i w nowoczesnych salonach meblowych), zawsze warto z dużym zainteresowaniem i uwagą przyjrzeć się nie tylko ich ogólnemu kształtowi, bryle czy funkcjonalności, ale bardzo mocno zwrócić uwagę na konkretny sposób i jakość ich powierzchniowego wykończenia. Wbrew pozorom, to nie jest wyłącznie kwestia czystej, chwilowej estetyki. To przede wszystkim kwestia wieloletniej trwałości zakupionego sprzętu, sposobu jego późniejszej, codziennej i nierzadko wymagającej pielęgnacji, odporności na nasze domowe zwierzaki i dzieci, a w rezultacie ostatecznego, wyjątkowego klimatu, jaki mebel na stałe wniesie do naszej starannie projektowanej, domowej przestrzeni relaksu. Świadome, poparte elementarną wiedzą zrozumienie omówionych tu, różnorodnych, często zapomnianych już technik konserwacji i uszlachetniania powierzchni drewnianych pozwala nam jako współczesnym konsumentom w pełni, jeszcze bardziej i głębiej docenić niebywały i fascynujący kunszt i warsztat dawnych, bezimiennych mistrzów stolarstwa produkcyjnego i rzemiosła. Pozwala nam to o wiele świadomiej i z większą satysfakcją budować i aranżować naszą życiową, prywatną przestrzeń, tworząc wokół siebie wnętrze niezwykle przytulne, piękne, pełne intrygującego, bardzo osobistego, nostalgicznego uroku, w którym zwyczajnie, po ludzku i z uśmiechem na twarzy chce się przebywać i żyć każdego dnia.
